Info
Więcej o mnie.
Znajomi
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2017, Sierpień2 - 0
- 2017, Lipiec10 - 0
- 2017, Czerwiec9 - 0
- 2017, Maj3 - 0
- 2017, Kwiecień6 - 0
- 2016, Grudzień1 - 0
- 2016, Listopad2 - 0
- 2016, Październik1 - 0
- 2016, Wrzesień8 - 2
- 2016, Sierpień20 - 1
- 2016, Lipiec16 - 0
- 2016, Czerwiec16 - 3
- 2016, Maj14 - 0
- 2016, Kwiecień14 - 1
- 2016, Marzec8 - 5
- 2016, Luty10 - 6
- 2016, Styczeń3 - 0
- 2015, Grudzień3 - 3
Wpisy archiwalne w kategorii
Zawody 2016
| Dystans całkowity: | 272.43 km (w terenie 179.50 km; 65.89%) |
| Czas w ruchu: | 15:09 |
| Średnia prędkość: | 17.98 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.50 km/h |
| Suma podjazdów: | 5231 m |
| Liczba aktywności: | 11 |
| Średnio na aktywność: | 24.77 km i 1h 22m |
| Więcej statystyk | |
- DST 24.36km
- Teren 21.00km
- Czas 01:37
- VAVG 15.07km/h
- VMAX 54.60km/h
- Podjazdy 1069m
- Sprzęt Demon MTB
- Aktywność Jazda na rowerze
CK Wierchomla zakończenie sezonu
Sobota, 24 września 2016 · dodano: 26.09.2016 | Komentarze 0
wstanie wcześnie rano niczym się nie różniło jak w każdy dzień. Ogarnięcie się i idziemy na "zebranie" gdzie wszyscy się zapakowują i jedziemy karawaną do Wierchomli. Przyjeżdżamy na miejsce, tego co się działo pod czas trasy nie powiem bo nie pamiętam gdyż spałam. A wiec przyjeżdżamy, dylemat czy jechać i w co się ubrać. W końcu się ogarnęłam i jadę się rozjechać, w sumie trasa jest spoko fajnie się zapowiada można coś powalczyć. Jest start i górka się ciągnie i ciągnie, pedałujesz i pedałujesz, jedziesz i jedziesz, w końcu widzę bufet myślę sobie że nareszcie 5 km. Później zjazd doganiam ludzi którzy mi uciekli a później znowu pod górę. w końcu gdy się znowu wydrapałam jest piękny widok z zjazdu narciarskiego i wpadam na downhill, na początku niczego nie świadoma sobie jadę później widać było tylko żółte ślady gdzie wystawały kamienie i korzenie, jadę sobie cały czas niepewnie, do tego jeszcze hamując przez całą drogę i w pewnym momencie ruch się zatrzymał musiałam zejść jak inni niestety później wpadłam na najgorszy odcinek i nie mogłam się wpiąć i niektóre rywalki mnie prześcignęły, widząc już ostatnią górkę do mety widzę jedną z przeciwniczek i walka była zacięta do samego końca ale się udało :) Szczęśliwie zakończylimy zjazd na 2 miejscu i 6 Open w kategorii kobiet, a sezon też niczego sobie na 3 miejscu w kategorii i 6 w HKOpen. Zadowoleni po dekoracji imprezujemy, póxniej spimy ile śpimy, śniadanie i zasłużone SPA. Żyć nie umierać :D Kategoria Zawody 2016
- DST 25.86km
- Teren 10.00km
- Czas 01:10
- VAVG 22.17km/h
- VMAX 47.30km/h
- Podjazdy 240m
- Sprzęt Demon MTB
- Aktywność Jazda na rowerze
Tour de Niechobrz czyli VI Wyścig MTB Boguchwała
Niedziela, 11 września 2016 · dodano: 13.09.2016 | Komentarze 0
Już od samego rana dzień zapowiada się bardzo dobrze i słonecznie. Wiec bardzo uszczęśliwiona, że to już dzień wyścigu w Boguchwale wstaje rano z łóżka i od razu idziemy robić śniadanie mistrzów. Po zjedzeniu, ubraniu stroju Lubczy i spakowaniu się ruszamy do sąsiedniej wioski gdzie rozpoczynają się zawody. Wiec w sumie rozgrzewka już była, ale i tak z Jaśkiem Miłkiem stwierdziliśmy, że to za mało i ruszyliśmy znowu się rozgrzać. Po ostatnim wypadku poczułam, że znowu ręka i noga boli, wiec stwierdziłam że dobrze wybrałam dystans Hobby, a i tak się modliłam aby go jakoś ukończyć. Najpierw start dystansu Senior, bardzo ładny był objazd rundy honorowej, później ruszają hobbiści. Na początku bardzo ładnie idzie, później już zaczynam czuć jakąś mała wydolność i bolące nogi, stwierdzam ze to nic i jadę dalej. Na początku asfaltu do krzyża milenijnego już pierwszy kryzys i myślałam, że umrę. W mostku boli serce wali jak oszalałe, jedna ręka kierownice trzymam a jedna noga też słabsza. Stwierdziłam że to nie mój wyścig ale jak to się mówi jeśli słyszysz głos w swoje głowie że nie dasz rady, nie słuchaj go skurwysyn kłamie. Wiec przełamałam się i stwierdziłam że na szczyt wyjadę najszybciej jak się da to nic ze już były czarne plamki przed oczami ale zaparłam się i dałam rade, później odpoczęłam delikatnie na zjeździe w lesie i już na asfalcie do Leśnego Taboru gonimy stawkę. Później mijam bufet i stromizna do góry było by ok gdyby nie jakiś facet stanął w połowie wiec zaczęłam pchać za nim bo wyjechać ani ominąć się go nie dało, jedziemy dalej bajoro trawa kola się ślizgają i uciekają ale to nic, nie wolno się przejmować i ostatnia stromizna przez łąkę, znowu pchamy na umarciu ale jakoś jeszcze oddycham. Wjeżdżam na asfalt i od razu jakoś lepiej, trochę trudno w zakrętach się było mieścić ale później na prostej gonimy tylko 40 km/h nikogo przede mną nikogo za mną wiec stwierdzam jest dobrze. Jadę sobie sama tak cała drogę powrotną później na mecie ostatnie okrążenie nie mogłam pojechać szybko bo jakaś dziewczynka wbiegła na trase i musiałam się zatrzymać a później aż tak szybko nie rozpędziłam się. Na metę wpadam z obolałą ręką, bo troche ja wytłukło, na zdechnieciu ale to nic. Znalazlam ludzi z teamu zaczeliśmy gadac wymieniać sie poglądami i jakoś zeszło.Udało się być pierwszą znowu :)
Kategoria Zawody 2016
- DST 31.00km
- Teren 22.00km
- Czas 01:10
- VAVG 26.57km/h
- VMAX 40.00km/h
- Podjazdy 282m
- Sprzęt Demon MTB
- Aktywność Jazda na rowerze
Cyklokarpaty Pustków Osiedle
Sobota, 27 sierpnia 2016 · dodano: 29.08.2016 | Komentarze 0
Dzisiaj jakoś Lubcza wcześniej aż o godzinę przed startem przyjechała do miejsca gdzie rozgrywały się kolejne zawody w MTB. Nie muszę mówić że jak zawsze rozgrzewka, przygotowania wielkie doradzenie co i jak robić w razie czego na trasie. W końcu ustawiamy się w sektorach gdzie same znajome osoby i start. Na początku spokojnie później sobie w połowie kapłam że mam kupę siły a trasa jest płaska wiec ostro z buta i jedziemy. Na szczęście wszystkie piaski przejechałam i nie było wywrotek później gdyż jak jadę na spidzie widzę jakiegoś gościa za mną se myślę przyspieszę, słyszę tylko jego trzask przerzutek i widzę że się trzyma. Se myślę ok skoro jakiś cienki że kobietę wykorzystuje to se jedź. Nagle chciał wyprzedzać i niestety biedak się wywrócił a paczę a tam z 10 osób w peletonie za mną jechało. Dogoniłam jeszcze jakiegoś gościa na zdechnięciu, to złapał się koła i se jechał. Później w lesie mnie niebezpiecznie wziął dostał zjebe ale na mecie i tak gadaliśmy :D. No nic wracając do wyścigu gdy te niebezpieczne serpentyny przejechaliśmy to wypadliśmy na prosta drogę a było nas 8 i tak gnamy i pędzimy do mety :). Wyścig udany , bez błota ale na metę wracało się jak byś wyszedł z kopalni. SSt Lubcza znowu widoczna na podiumHKOpen 2/47 oraz HK1 2/7

Kategoria Zawody 2016
- DST 24.80km
- Teren 16.00km
- Czas 01:40
- VAVG 14.88km/h
- VMAX 51.40km/h
- Podjazdy 711m
- Sprzęt Demon MTB
- Aktywność Jazda na rowerze
Cyklokarpaty Dukla
Niedziela, 14 sierpnia 2016 · dodano: 14.08.2016 | Komentarze 0
Dzisiejszy dzień nie zaczął się zbyt dobrze aby wyruszać na zawody, ogólne osłabienie organizmu. Jeszcze na początku wyruszania Hałajobusa w podróż przypomniałam sobie iż nie mam ani kasku ani rękawiczek, co za pech. Na szczęście sytuacja została opanowana. Dojeżdżamy do Dukli szybkie przebieranie się i jazda rozgrzać się, po krótkiej rozgrzewce oglądamy start Mega i Giga i jeszcze siku i już ustawiamy się w swoich sektorach. Tam pogadanie z bardzo miłymi ludźmi z Maxisport MTB Team Rzeszów i ruszamy na trasę. Początek asfaltem więc przyspieszam i mijam wszystkich później trudny las a widocznie bardzo musiało polać że jechać się nie dało, to nic jakoś zapinam się i jeszcze jadę, później jeden bufet, później drugi i ostatnia góra przede mną na której brakło już sił, a kałuże i błoto dały o sobie znać gdyż w SPD nie mogłam się wpiąć ani wypiąć z rowera, później jeszcze złapały mnie skurcze i 10 km przed metą odpuściłam. No nic to nie ten wyścig, szkoda trochę ale musiałam odpuścić później zjazd tez lasem kamieniem i upragniona metaNo nic ale w swojej kategorii jestem 3 i to cieszy
Kategoria Zawody 2016
- DST 25.32km
- Teren 14.00km
- Czas 01:10
- VAVG 21.70km/h
- VMAX 53.90km/h
- Podjazdy 462m
- Sprzęt Demon MTB
- Aktywność Jazda na rowerze
Cyklokarpaty Komańcza
Sobota, 6 sierpnia 2016 · dodano: 08.08.2016 | Komentarze 0
Weekend zaczął się od chłodnej soboty, ale to nie ochłodziło naszego zapału do Komańczy gdzie odbyły się kolejny wyścig z cyklu Cyklokarpat. Rano pobudka gotujemy niezawodne śniadanie mistrzów i ruszamy na umówione miejsce aby zabrać się na wyścig. o 8 już jest Hałajobus więc szybko pakujemy się i ruszamy, dobrze że od razu przypomnieliśmy sobie ze trzeba się jeszcze zgłosić, wiec jeszcze szybciej na internety, zgłaszamy się do zawodów i ruszamy. Docieramy do Komańczy godzinę przed startem. Jest optymalnie na rower nie gorąco, ale natomiast tez nie za ciepło i leci mżawka. Dojeżdżamy do naszego niepozornego schroniska gdyż tam zatrzymaliśmy się na noc, a chcieliśmy się ubrać na wyścig. Gdy wszyscy już są gotowi, ruszamy się rozgrzać. Jeszcze zobaczenie jak wiedzie trasa i już Megowcy/Gigowcy startują. Po oglądnięciu ich startu jeszcze 15 min rozgrzewki i ustawiamy się w swoich sektorach. Odliczanie i ruszamy, na początku na asfalcie za bardzo nas ścisnęli i jak od razu się dobrze ustawiłeś to było dobrze. Niestety u mnie się to nie udało i trochę później był problem. Na początku asfalt spokojnie, później zaczyna się wyścig w terenie między polami, pierwsze górki i pierwsze kałuże gdzie mnie ktoś zablokował i musiałam zejść z roweru, ale nadrobiłam straty. Słyszałam jeszcze w pierwszych kilometrach Alicje, a Mario mnie wyminął, gdy mi uciekł, postanowiłam go gonić gdy zrobi się luźniej na trasie. W połowie trasy zrobiło się dość sympatycznie, peleton się rozciągnął i można było zobaczyć kto ma wystarczająca ilość siły aby przejechać ten wyścig. Dogoniłam Maria na drugiej dość ostrej górce. Później jechałam za nim cały czas, gdzieś mi chciał uciekać ale zawsze miałam go na widoku. Dojeżdżamy do bufetu na którym nic nie biorę, bo bidon z izotonikiem jeszcze pełny gdyż nie ma czasu go pic, a słońca dużego nie ma, w sumie w ogóle go nie ma więc aż tak strasznie nie jest. Ruszamy dalej później kilka ostrych kałuż gdzie trzeba było zejść, i dalej gonimy. W pewnym momencie przejazd przez rzekę ciesze się że ktoś jechał przede mną to wiedziałam że przejadę. Woda mętna po wszystkich rowerzystów, nie widać dna, wiec nie wiadomo czy będzie dobrze czy nie. Po rzeczce podjazd ostro w górę i luźny zjazd w dół do asfaltu, tam spotykam naszego Prezesa który dopinguje i mówi że 1,5 km asfaltu wiec łap koło kogoś. Na początku pociągnął mnie ktoś ale stwierdziłam że ten człowiek dalej co jest, szybciej mnie pociągnie wiec tego mijam a ten siada na koło, stwierdzam ok mogę cię pociągnąć po czym patrze a tego już nie ma, niestety nie dał rady, doganiam człowieka którego chciałam i siadam mu na koło. W pewnym momencie ostry zjazd z asfaltu i ścieżka przyrodniczą. Na mapie jest 15% przewyższenia, więc się bałam i oszczędzałam siły ale później okazało się że wyjeżdżam to spokojnie na 2/6 wiec całkiem dobrze, później szybko przejeżdżamy przez bardzo wąska ścieżkę i nagle staje koło a ja lecę przez kierownicę, ktoś się zapytał czy wszystko ok, stwierdziłam tak spoko, i szybko na rower i jedziemy dalej. Niestety 3 musiałam puścić wiec chwile poczekał i asfaltem ostry zjazd w dół i przez mostek na całej długości hamowałam aby zmieścić się w bardzo ostry zakręt i ściganie z kimś na metę. Później spotykam Maria i od razu wymiana z wszystkimi znanymi i nieznanymi osobami kila słów, jak było na trasie...To nie był mój wyścig ale i tak jest prawie dobrze, a będzie oby jeszcze lepiej HKOpen 5/30 a w swojej kategorii 3
Trochę poobijana po tak mocnym upadku ale szczesliwa że dojechałam prawi cała :)
Kategoria Zawody 2016
- DST 22.60km
- Teren 15.00km
- Czas 01:08
- VAVG 19.94km/h
- VMAX 52.20km/h
- Podjazdy 241m
- Sprzęt Demon MTB
- Aktywność Jazda na rowerze
III Maraton Rowerowy MTB Ropczyce 2016
Niedziela, 31 lipca 2016 · dodano: 31.07.2016 | Komentarze 0
ładnie ciepło, rano zjedzenie dobrego śniadania, ubieranie się i jedziemy do Ropczyc na zawody MTB. Pozytywnie nastawiona gdyż po poprzednim roku miło trasę wspominam. Na miejscu papierkowa robota, odbieranie numerków i danie karty zgłoszeniowej i oglądniecie mniej więcej kto jest dzisiaj na zawodach. Później lekki rozjazd i o 11.15 już wracamy na start aby się jakoś ustawić. Odliczanie, i ruszamy. Na początku jak każdy ciśnie bo asfalt bo płasko, później pierwsza górka pokazała kto naprawdę powinien jechać szybko. Licznik juz nie działam po 15 min ale stwierdziłam że to nic, nie będę go naprawiać a po prostu po tych dołach na samym początku co przez nie przelatywałam to wiedziałam że magnez się nie łapie i dlatego nie działa, ale jechałam dalej, bo po co tracić czas na taka głupotę. Słońce dawało w kość dużo asfaltu, ale z Jankiem Miłkiem jechaliśmy razem z SSt Lubcza i albo on mnie albo ja jego mijałam, na początku ja jechałam z przodu późnij po zjeździe z gałęziami złapałam jedną gałązkę w zębatce musiałam się pod górką zatrzymać i wyciągnąć wtedy mój team mnie minął. Później w połowie górki oczywiście bufet, to był 8 km ale niezbyt dobrze ten bufet ustawili. Bierzemy izotonik i jedziemy dalej, do Lubczy mam 4 osoby aby go dogonić, niestety nie da się dopiero na 15 km w końcu go dogoniłam jechaliśmy razem, już wymieniając się co nam się na trasie nie podobało i w ogóle. Później był zjazd tak że ja jechałam pierwsza i tylko co chwile krzyczałam aby ludzie za mną uważali była w pewnym momencie taka dziura że stanęłam na przednim kole i mnie trochę odbiło, ale to nic. Później wjazd do lasu i od razu wykrzykniki czyli coś niebezpiecznego, a i owszem. Skarpa strome to że zeszliśmy z rowerów i tylko pytałam ludzi kto jest odważny zjechać to go puszczę, jednak nikt sie tego nie podjął. Gdy bylismy na dole Jasiek prowadził i tak prowadził do końca, cały czas trzymałam się za nim, widziałam go. 20 km ostry stromy zjazd, o bardzo śliskich kamieniach. Przede mną jechał jakis gosc myslałam o minieciu go ale stwierdziłam że nie bo jak sama pojade tak wywale ino roz. A więc jade sobie dalej i już koło starej A4 jedziemy i ściganie sie kto pierwszy, pod górke z górki ostry zakret pod górke i znowu z górki, niby małe góreczki ale po takim wysiłku daja o sobie znać. Ale udało się go wyprzedzac i wpadam 9 sekund za SSt Lubcza i szczęśliwi czekamy na resztę. Później już wymiana zdań co do trasy, posiłek i czekamy na dekoracje. Udało sie byłam 1 wśród wszystkich kobiet tak że się cieszymy. Kategoria Zawody 2016
- DST 31.50km
- Teren 20.00km
- Czas 01:35
- VAVG 19.89km/h
- VMAX 55.10km/h
- Podjazdy 574m
- Sprzęt Demon MTB
- Aktywność Jazda na rowerze
Cyklokarpaty Wojnicz
Niedziela, 10 lipca 2016 · dodano: 11.07.2016 | Komentarze 0
Nastał dzień wyścigu, a ja jeszcze przepalone mięśnie po Pruchniku, niewyspana, nienażarta, nie przygotowana, bez treningu. I tak się ten dzień nie zapowiadał szczęśliwie. Umówiliśmy z teamem transporty kto kogo zabiera, niestety Heniu się rozchorował i nie mógł jechać, Bardzo nam przykro że go tam z nami nie były, ale choroba nie wybiera. Znaleźliśmy szybko zastępstwo i ruszamy. W Wojniczu nie smaży, pogoda ładna, słoneczko, ale nie upalnie więc można coś powalczyć. Po wypakowaniu, sprawdzeniu rowerów, jak zawsze bywa, czas na porady na trasie. Gdy już wszystko wiemy czas na rozgrzewkę, na szybkości od razu się kapłam że zapomniałam nasmarować łańcucha, na szczęście team pomógł, i wszystko było ok. Później po zebraniu się idziemy oglądać start Mega/Giga, po i starcie dalej lekka jazda, i już ustawiamy się w sektorach. Tam pogawędka z bardzo przyjaznymi ludźmi, śmiejemy gadamy...zobaczymy jak będzie na trasie miło. 3.2.1.Ruszamy, bez stresu ważne aby przeżyć te góry co na mapie trasowej wyglądały okropnie. po pierwszych 6 km jest ostry długi podjazd z kamieniami które uciekają ludziom spod kół można łatwo o wywrotkę ale spokojnie wyjeżdżam, a później to tylko lepiej się zapowiada. Najpierw szutry jakieś drogi miedzy domami, nie strasznie i można lajtowo jechać. Późnij w końcu las, z tego iż wczoraj padało, było błotko ale ogólnie do przejechania. Później pierwszy bufet gdzie się zatrzymałam na 2 minutki, i dalej ruszamy w trasę. Lasem w dół a później na mapce miałam ogromna górę więc oszczędzam siły. Jadziemy dalej, na prostej strażacy zrobili orzeźwiający deszczyk, aż się lepiej zrobiło. Później z myślą że się zbliżam do góry zaczynam się jej bać, ale po tych kilometrach w ogóle jej nie poczułam. Niby taka straszna a tak naprawdę to był jakiś pagórek. Później sprint do mety, aż przerzutek brakowało. i upragniona meta, a tam już spotykam ludzi którzy gratulują, dają zeznania z trasy. Trasa zajebista, szybka, niby 31 km ale nie dało się tego odczuć :)No i się udało znowu HKOpen 1/34 i HK1 1/3


Kategoria Zawody 2016
- DST 32.60km
- Teren 25.00km
- Czas 02:14
- VAVG 14.60km/h
- VMAX 48.50km/h
- Podjazdy 825m
- Sprzęt Demon MTB
- Aktywność Jazda na rowerze
Cyklokarpaty Pruchnik
Sobota, 2 lipca 2016 · dodano: 03.07.2016 | Komentarze 0
Od samego rana czułam że mogę dobrze wypaść i dam z siebie wszystko. Rano Hałajobusem wybraliśmy się na zawody do Pruchnika. Przyjechaliśmy i to nie Pruchnik ale chyba Piekarnik. Gorąco a będzie jeszcze gorzej. Szybko ubraliśmy się i jedziemy się rozgrzać. Na początku oglądanie startu Mega i Giga, później jeszcze trochę pojeździć i w końcu rusza Hobby. 3...2...1... i Start, Na początku spokojnie aczkolwiek już ludzie się chamsko pchali, Później słonce i tak do 10km, Po pierwszym bufecie jest więcej siły aby ruszyć z kopyta, nagle upragniony las. Łatwo świetnie, takie lasy to ja kocham. Chłodno, bez większych bagien tylko lekkie strumyczki i kałuże. Było miejscami niebezpiecznie ale taka czułam od gorąca determinacje że wszystko było do przejechania. Później strome, ostre i niebezpieczne ścianki, Nie wiem jak to się udało ale przejechałam. Zadowolona i dumna z siebie jadę dalej. Po fajnym i prawie płaskim lesie wyjeżdżamy na pełne słońca i ostre polne drogie. Wertepy okropne nie da się prawie jechać ciągle tylko tobą tłucze. Po 22km na drugim bufecie już chciałam odpuścić. Ale przecież nie wolno już tak mało do osiągnięcia swojego celu, zacisnęłam zęby i w tym pełnym słońca trasie Jadę dalej. Patrzyłam już później tylko na licznik odliczając kilometry które dzieliły mnie od mety i odpoczynku. Na samym końcu już tylko wazka ścieżka miedzy podwórkami, dwa ładne mosty i nareszcie meta. na mecie tak umordowana że nawet wyniku nie mogłam odczytać. Odwodnienie z tego upału dało popalić. Zdążyłam na dekoracje, ogarnąć nie było czasu, no nic. Później wymiana poglądów z trasy z teamem i innymi zawodnikami, i śpiąco wracamy do domu.Szkoda że nie poczekali na inne uczestniczki które jeszcze były w trasie.
Udało sie HKOpen 3/30 oraz HK 1/3


Kategoria Zawody 2016
- DST 22.49km
- Teren 16.50km
- Czas 01:18
- VAVG 17.30km/h
- VMAX 53.10km/h
- Podjazdy 363m
- Sprzęt Demon MTB
- Aktywność Jazda na rowerze
Cyklokarpaty Sandomierz
Sobota, 11 czerwca 2016 · dodano: 11.06.2016 | Komentarze 3
Dzisiaj zawody. Transport załatwiony wiec szczęście jest. Nogi nie bolą, rozjeżdżona jestem, wypoczęta , zapakowana można ruszać. Wyciągam rower z garażu, a tu patrzę po wczorajszym kapeć. Na szybkości zmieniam dętkę i idę na spotkanie, aby zabrać się w grupie na zawody. Liczyłam że to koniec niespodzianek, po czym okazało się ze dość późno zwlekamy z wyjechaniem. A wiec kiedy ruszyliśmy od razu but aby jak najszybciej dojechać do Sandomierza. Przyjeżdżamy na styk. Megowcy za 15 min startują, wiec szybko się ubierają, składają rowery i trochę pojeździć i na start. My natomiast możemy trochę się przygotować. Już ubrana idę pojeździć kiedy mówią, że za 5 min startują, wiec jeszcze się pokręcić i oglądnąć start. 3,2,1 i ruszyli, porobiłam zdjęcia , a to że startuje jeszcze z 8 sektora, czyli ostatniego, a tam dużo wcześniej trzeba się ustawić, bo jest tam najwięcej osób, wiec już Idę zająć miejsca. Po 25 min oczekiwań zaczynamy i my ruszać. Od razu podjazd koło zamku, Przez rynek, kamienie jak cholera można się wyglebać, i w końcu las. Ha ha las dobre sobie, jeździmy po sadach. Oczywiście w peletonie trudno się jeździ, ktoś blokuje i w ogóle. W pewnym momencie wyprzedziłam trochę osób i szło lepiej, ale bez rozgrzewki dopiero w połowie odblokowałam się i zaczęłam cisnąc. Po sadach się jeździ góra dół wielka góra i wielki dół. Ciągle interwały nie ma jak odpocząć, ostre zakręty że cały czas były !!!! na trasie. Zbieranie z tych sadów będzie o 10% mniejsze, tyle rowerzystów przejechało obok tych drzewek cały czas o nie zahaczając, wiec te czereśnie, wiśnie czy cokolwiek tam rosło się sypało na trasę :). Gdy tak jadę myśląc o niebieskich migdałach, aby nie czuć zmęczenia, nagle widzę bufet. Ludzie stoją z woda lub izotonikami na kamiennej drodze na zakręcie, a zaraz za tym jest chopka pod góreczkę, aby wyjechać na asfalt. Wiedziałam że picie mamy na 16 km wiec gdy tylko ich minęłam, cisnęłam na maksa. Zauważyłam po chwili, że odłączyłam się od peletonu i jadę sama, W pewnym momencie dogonili mnie ludzie którzy wyjechali z kompletnie innej drogi. Jadąc za nimi zastanawiałam się czy to na pewno Hobby czy może ja pomyliłam trasę, ale później okazało się że to za nimi trzeba jechać. Później po wyjeździe pod krzyżem gdzie była góra że wszyscy, dosłownie wszyscy prowadzili, był zjazd trudny w dół, a później prawie cały czas kostka lub asfalt, więc można było cisnąc. W pewnym momencie wjazd do Wąwozu Św. Jakuba, już miałam po hamulcach dać gdy się okazało, że można zakręt wziąć na jednej ze ścianek. wiec tak tez zrobiłam i dojechałam na metę, W swojej kategorii tylko 4 miejsce, a w HKOpen na 31 kobiet byłam 6 czyli 2 dyplomy, 2 okazje do świętowania :) Kategoria Zawody 2016
- DST 20.43km
- Teren 15.00km
- Czas 01:27
- VAVG 14.09km/h
- VMAX 55.50km/h
- Podjazdy 464m
- Sprzęt Demon MTB
- Aktywność Jazda na rowerze
Strzyżów
Niedziela, 5 czerwca 2016 · dodano: 05.06.2016 | Komentarze 0
Strzyżów, drugi mój start w Cyklokarpatach. Stres jest. Rower był w naprawie wiec powinno wszystko działać. Rozgrzewka krótka prawie w ogóle nie rozgrzana. Stoję w tym ostatnim sektorze z myślą jak się wybije przez te wszystkie osoby. No nic odliczanie i jedziemy. Mówili że droga jest nie zamknięta więc jedziemy prawą stroną. Ale kto by tam słuchał, ledwo pół kilometra a tu peleton na całą drogę. Jadę dalej pierwsza górka i ktoś leży nieprzytomny, wianuszek rowerzystów aby udzielić pomocy. Ale jedziemy dalej, mówili że w lesie może być leciutkie błoto, ale jak by się sami przejechali to by zobaczyli co u nich oznacza leciutkie błoto. Pierwszy zjazd i cała ściana z błota. Hamulec zaciągnięty, dupa do tyłu a ty jedziesz bokiem jak BMW. jakoś dojechałam, później pod góreczkę też jest źle ale nie tak okropnie. Jedziemy sobie w grupie każdy gada, śmiejemy i rywalizujemy więc jest bardzo dobrze. Nagle bufet zatrzymuje się. Woda nie pomaga, po izotoniku cała siła wróciła. Nagle z górki i już lepsza polna droga, aczkolwiek dupę wytrzęsło. Później asfalt jeszcze wysoki podjazd trawa i nie pacząc na licznik nagle jesteś koło kładki. Bałam się bo to piszczy, trzęsie się nie jest stabilne. Ale co ja nie przejadę, ja nie przejadę ? no chyba żartujecie, trzeba wziąć byka za rogi i jedziewa. Zjazd z kładki i ścieżką rowerową na metę. Przed końcem jakieś 200m. wyjazd na strasznie wysoki chodnik. Podniosłam koło i z ulga że wyjechałam, sprint do mety, ile w fabryce zostało. Na końcu umordowana szczęśliwa że dojechałam cała a udało się bez wypadków, dostałam krówki, zjadał owoce no a później nagroda w postaci loda, jako pocieszenie iż na podium nie stałam. No ale cóż 4 miejsce też dobre, kiedy indziej będzie lepiej.
Kategoria Zawody 2016


